— Już nigdy nie będzie tak samo, straciłam najdroższą przyjaciółkę — rzekła z westchnieniem.

— W każdym razie masz mnie. Wprawdzie nie na wiele się przydam, ale będę przy tobie całe życie, daję ci na to słowo — rzekł z głębokim przekonaniem.

— Wiem i jestem wdzięczna. Zawsze byłeś dla mnie wielką pociechą, Teodorku — odpowiedziała, czule ściskając go za ręce.

— Nie bądźże smutna, bo to zacny chłopiec. Jak widzisz, wszystko idzie dobrze: Małgosia jest uszczęśliwiona, Brooke prędko się urządzi, dziadek mu dopomoże i bardzo będzie miło widzieć Małgosię we własnym domku. Jak się stąd wyniesie, będziemy się doskonale bawić, bo niedługo skończę kolegium, a wówczas pojedziemy za granicę lub na jakąś ładną wycieczkę. Czy by cię to nie pocieszyło?

— Owszem, przynajmniej tak mi się zdaje, ale któż wie, co się może stać w ciągu trzech lat? — rzekła, wpadając w zamyślenie.

— Prawda! Czy nie chciałabyś sięgnąć okiem w przyszłość i przekonać się, gdzie wówczas wszyscy będziemy? Ja pragnąłbym bardzo — odparł Artur.

— A ja nie, bo mogłabym zobaczyć coś smutnego, a teraz wszyscy tak radośnie wyglądają, że nie przypuszczam, żeby im było o wiele lepiej.

Z wolna powiodła oczami po pokoju i rozjaśniała się coraz bardziej, bo widok był przyjemny.

Rodzice siedzieli razem, spokojnie przypominając sobie pierwszy rozdział swego romansu, zaczętego przed dwudziestu laty. Amelka rysowała narzeczonych, którzy się odosobnili we własnym, pięknym świecie, rzucającym blask na ich twarze z takim wdziękiem, że młoda artystka nie zdołała go odwzorować. Eliza leżała na sofie, rozmawiając wesoło ze starym przyjacielem, który trzymał jej rączkę, jak gdyby czuł, że ona posiada władzę prowadzenia go po cichych drogach, jakimi sama chodzi. Ludka dumała na ulubionym niskim krzesełku, z poważnym, spokojnym wyrazem twarzy, który ją najbardziej zdobił. Artur, oparty o poręcz krzesła, z brodą na równi z jej kędzierzawą główką, uśmiechał się przyjaźnie i robił znaki głową naprzeciw dużego zwierciadła, odbijającego ich oboje.

Zasłona spada na Małgosię, Ludkę, Elizę i Amelkę ugrupowane w ten sposób. Czy się kiedyś podniesie znowu, będzie to zależeć od przyjęcia, jakiego dozna pierwszy akt domowego dramatu, nazwanego Małe kobietki.