— Jak do tego doszedłeś?

Artur zarumienił się, lecz odpowiedział szczerze:

— Widzisz, ja często słyszę, jak wołacie jedna drugą, i siedząc tu samotnie, trudno mi się wstrzymać od spoglądania na wasz dom, bo mi się zawsze zdaje, że się tak dobrze bawicie. Przepraszam za moją niegrzeczność, ale czasem zapominacie spuścić firankę przy oknie z kwiatami, a gdy nie zapalam lampy, to wyglądacie jak obrazek. Ogień płonie na kominku, a wy siedzicie z matką wkoło stołu; jej twarz jest na wprost okna i wygląda tak słodko za kwiatami, że nie mogę oderwać oczu. Ja nie mam matki, jak wiesz. — Mówiąc to, rozniecał ogień, żeby ukryć lekkie drżenie ust, którego nie mógł opanować.

Smutny, tęskny wyraz jego oczu przeniknął gorące serce Ludki. Ponieważ była chowana z największą prostotą, niedorzeczne myśli nie mąciły jej głowy i w piętnastym roku pozostała niewinna i otwarta jak dziecko.

Artur był słaby i osamotniony, ona więc, czując się bogata w miłość rodzinną i szczęście, chciała mu udzielić swych skarbów. Jej smagła twarz przybrała bardzo przyjazny wyraz, a ostry głos stał się niezwykle łagodny, gdy rzekła:

— Już nigdy nie będziemy spuszczać firanki i pozwalam ci patrzeć, ile tylko zechcesz, ale wolałabym, żebyś do nas przyszedł, zamiast się przyglądać przez okno. Mama jest taka dobra, że będzie ci z nią doskonale. Eliza zaśpiewa, jak ją poproszę, Amelka zatańczy, a ja z Małgosią rozśmieszymy cię scenicznym występem i zabawimy się wybornie. Czy dziadek by nie pozwolił?

— Sądzę, że nie będzie miał nic przeciw temu, jeżeli twoja matka go poprosi. Jest bardzo dobry, chociaż się nie wydaje taki, i często pozwala robić, co mi się podoba, tylko boi się, żebym nie był ciężarem dla obcych — rzekł Artur, ożywiając się coraz bardziej.

— Nie jesteśmy obce, tylko twoje sąsiadki, i nie myśl, żebyś nam ciążył. Same chciałyśmy cię poznać i od dawna próbowałam doprowadzić to do skutku. Wprowadziwszy się tutaj, poznałyśmy wszystkich sąsiadów prócz was.

— Widzisz, dziadka interesują tylko książki i mało zwraca uwagi na to, co się wokół niego dzieje. Mój nauczyciel, pan Brooke, nie mieszka tu, więc nie mając z kim wychodzić, siedzę w domu i radzę sobie, jak mogę.

— To źle, powinieneś się rozruszać i korzystać ze wszystkich zaprosin, wówczas namnożą ci się znajomości. Nie martw się tym, że jesteś nieśmiały, bo jak zaczniesz widywać ludzi, to ci przejdzie.