— Mógłby być ładny, gdyby go dobrze utrzymywano, ale służba jest leniwa, a ja nie umiem zmuszać jej do porządku, zresztą męczy mnie to.
— Doprowadzę go do ładu w dwie minuty, trzeba tylko wymieść sprzed kominka, o tak; te rzeczy postawić prosto na wierzchu — tak; te książki położyć tu, flaszki tu, a sofę odwrócić od światła i trochę przetrzepać poduszki. Teraz jesteś urządzony.
I tak było rzeczywiście, bo śmiejąc się i gawędząc, postawiła każdy przedmiot na właściwym miejscu i nadała zupełnie inny wygląd pokojowi. Artur przyglądał się jej w pełnym szacunku milczeniu, a gdy zaprowadziła go do sofy, usiadł, westchnął z zadowoleniem i rzekł, przejęty wdzięcznością:
— Jakaś ty dobra! Tego właśnie było trzeba. Teraz bądź łaskawa usiąść na tym dużym fotelu i pozwól, żebym cię czymś zabawił.
— To ja raczej chciałabym cię rozerwać. Może poczytałabym głośno? — zapytała, chciwie spoglądając na ponętne książki, leżące w pobliżu.
— Dziękuję, znam to wszystko i jeżeli nie masz nic przeciw temu, wolałbym rozmawiać — odparł Artur.
— Bynajmniej, gotowa jestem cały dzień mówić, jeżeli mi nie przerwiesz. Eliza powiada, że nigdy nie wiem, kiedy umilknąć.
— Czy Eliza to ta różowa, która dużo siedzi w domu, a czasem wychodzi z koszyczkiem w ręku? — zapytał Artur ciekawie.
— Tak, to Eliza, to moja ukochana, najlepsza w świecie dziewczynka!
— Ta ładna to Małgosia, a ta w loczkach to Amelka, o ile mi się zdaje.