— Ja jestem najstarsza. — odezwała się Małgosia, ale Ludka przerwała stanowczym tonem:
— Odkąd papa wyjechał, ja jestem jedynym mężczyzną w naszej rodzinie i sama zaopatrzę ją w pantofle, bo odjeżdżając, powierzył ją moim szczególnym staraniom.
— Powiem wam, co zrobić — rzekła Eliza — niech każda podaruje jej coś na kolędę, a sobie za to nic już nie kupujmy.
— To pomysł godny ciebie, moja droga! I cóż jej damy?
Przez chwilkę zastanawiały się pilnie, po czym Małgosia oznajmiła:
— Ja dam parę ładnych rękawiczek — jak gdyby jej własne śliczne rączki nasunęły tę myśl.
— Ja najpiękniejsze pantofle, jakie tylko znajdę! — wykrzyknęła Ludka.
— Ja kilka obrębionych chustek do nosa — rzekła Eliza.
— Ja flaszeczkę wody kolońskiej, bo ją lubi; niedrogo będzie kosztować, więc jeszcze sobie coś kupię — dodała Amelka.
— W jaki sposób podarujemy te rzeczy? — zapytała Małgosia.