— Dlaczego?

— Powiem innego dnia; teraz Jan odprowadzi cię do domu, kiedy ja nie mogę.

— Nie trzeba, nie jestem dorosłą panną i mam tylko parę kroków przed sobą. Pamiętaj o swoim zdrowiu!

— Dobrze, ale mam nadzieję, że przyjdziesz jeszcze.

— Jeżeli i ty nas odwiedzisz po wyzdrowieniu.

— Bardzo chętnie.

— Dobranoc, Arturze.

— Dobranoc, Ludko, dobranoc.

Gdy Ludka opowiadała w domu swoje przygody, wszystkie nabrały chęci na wybranie się do wielkiej kamienicy po drugiej stronie płotu, bo tak matka, jak siostry znajdowały tam dla siebie coś pociągającego. Pani March pragnęła pomówić o swym ojcu ze starym gentlemanem, który go jeszcze nie zapomniał, Małgosia chciała się przechadzać po cieplarni, Eliza wzdychała do wielkiego fortepianu, Amelka ciekawa była pięknych obrazów i posągów.

— Mamo, dlaczego pan Laurence był niezadowolony, że Artur gra? — zapytała Ludka, będąc badawczego usposobienia.