— Czasami — odpowiedział skromnie.

— Zagraj teraz, chciałabym cię usłyszeć, żeby opowiedzieć Elizie.

— Nie chcesz dać przykładu pierwsza?

— Nie umiem grać. Jestem za głupia, żeby się uczyć muzyki, ale ją z całego serca lubię.

Artur grał, a Ludka słuchała, zanurzając rozkosznie nos w herbacianych różach i heliotropach39. Jej szacunek i cześć dla „młodego Laurence’a” wzmogły się bardzo, bo grał szczególnie dobrze i nie ograniczył się na jednej sztuce. Pragnęła, żeby Eliza usłyszała go kiedyś, ale się nie odezwała z tym życzeniem, tylko tak go chwaliła, że aż się zawstydził i dziadek przyszedł mu na pomoc:

— Dosyć już, dosyć moja pani, zaszkodzi mu tak duża ilość słodyczy. Wprawdzie nieźle gra, ale mam nadzieję, że nie gorzej wywiąże się z ważniejszych nauk. Odchodzisz? Bardzo jestem zobowiązany za pamięć i spodziewam się, że jeszczekiedyś przyjdziesz. Moje uszanowanie mamie. Dobrej nocy, doktorze Ludwiku.

Serdecznie uścisnął ją za ręce, ale zdradzał jakieś niezadowolenie. Gdy wyszli do sieni, Ludka zapytała Artura:

— Czy nie powiedziałam przypadkiem czegoś złego?

Ale on przecząco potrząsnął głową i rzekł:

— To ze mnie jest niezadowolony, bo nie lubi słuchać mojego grania.