— Musisz mu podziękować — rzekła Ludka żartobliwie, bo jej nie przyszło na myśl, żeby dziecię rzeczywiście poszło.

— Pójdę, i to zaraz, nim się wystraszę tej myśli — i ku największemu zdumieniu zebranej rodziny, przeszła śmiało przez ogród, przez płot, i stanęła u drzwi Laurence’ów.

— Niech umrę, jeżeli widziałam coś dziwniejszego na świecie! Ten fortepian zawrócił jej w głowie. Nigdy by nie poszła, gdyby była przy zdrowych zmysłach! — wykrzyknęła Anna, śledząc ją wzrokiem, a dziewczęta oniemiały na widok tego cudu.

Ich zdumienie byłoby jeszcze większe, gdyby zobaczyły, co Eliza robiła potem. Może nie zechcecie wierzyć, ale zapukała do drzwi pracowni, nie dając sobie czasu do namysłu, a gdy chrapliwy głos odezwał się: „Proszę wejść”, poszła prosto ku panu Laurence’owi, który się zdawał tym zmieszany, i rzekła drżącym głosem, wyciągnąwszy rączkę:

— Przyszłam podziękować panu za... — ale nie dokończyła, bo patrzył na nią tak przyjaźnie, że zapomniała mowy i pamiętając tylko, iż stracił ukochaną wnuczkę, objęła go rączkami za szyję i pocałowała.

Gdyby dach spadł nagle z domu, stary gentleman nie byłby bardziej zdumiony, ale mu się to podobało. O tak, dziwnie mu się to podobało! I tak był wzruszony i uradowany tym poufałym uściskiem, że cała jego szorstkość zniknęła. Wziął Elizę na kolana i oparł swój zwiędły policzek na jej różowej twarzyczce, doznając takiego uczucia, jak gdyby odzyskał wnuczkę.

Od tej chwili przestała się go lękać i rozmawiała tak swobodnie, jak gdyby się znali całe życie — bo miłość usuwa bojaźń, a wdzięczność umie pokonać dumę. Odprowadził ją do bramy ich domu, uścisnął serdecznie za ręce, dotknął kapelusza i wrócił do siebie poważny, wyprostowany, jak przystało pięknemu niegdyś wojakowi.

Zobaczywszy to, Ludka zaczęła wesoło tańczyć, Amelka o mało nie wypadła z okna ze zdziwienia, a Małgosia wykrzyknęła, podnosząc ręce w górę:

— To chyba koniec świata!

Rozdział VII. Amelki „Dolina upokorzenia”