Dziewczę, spodziewając się tylko współczucia, zmieszało się na te słowa.
— Czyżbyś była, mamo, zadowolona, że mnie spotkał wstyd wobec całej szkoły? — wykrzyknęła Amelka.
— Nie wybrałabym tej kary — odparła matka — ale kto wie, czy ona nie skuteczniejsza dla ciebie niż łagodna. Robisz się nadto próżna i zarozumiała, moja droga, i czas się poprawić. Masz dużo drobnych zalet i przymiotów, ale nie należy się nimi chełpić, bo chełpliwość psuje najpiękniejszą naturę. Prawdziwy talent lub przymiot nie mogą długo zostawać w ukryciu, a gdyby nawet i tak było, to nas powinna zadowalać świadomość, że je posiadamy i wprowadzamy w czyn. Największym wdziękiem każdej potęgi jest skromność.
— Tak jest — odezwał się Artur, grający w szachy z Ludką — znałem kiedyś dziewczynkę obdarzoną prawdziwym talentem do muzyki, ale nie wiedziała o nim. Nie zgadywała, jak miłe rzeczy komponuje w samotności, i gdyby nawet ktoś jej powiedział, to by nie uwierzyła.
— Chciałabym ją znać, może by mi pomogła, bo jestem tak nieudolna — rzekła Eliza, która stała przy nim, słuchając pilnie.
— Znasz ją i pomaga ci lepiej, niżby zdołał ktoś inny — odpowiedział Artur z tak figlarnym spojrzeniem wesołych czarnych oczu, że nagle zarumieniła się i ukryła twarz w poduszce od sofy, odurzona tym niespodzianym odkryciem.
Ludka pozwoliła Arturowi wygrać partię za tę pochwałę, lecz Eliza nie chciała już usiąść do fortepianu. Za to Artur ślicznie śpiewał i bardzo był wesoły, rzadko bowiem pokazywał posępną stronę swego usposobienia pannom March. Gdy odszedł, Amelka, która cały wieczór była zamyślona, rzekła nagle, jakby ją zajęła nowa myśl:
— Czy Artur jest wykształconym chłopcem?
— O tak, odebrał doskonałą edukację i ma wielki talent do muzyki. Będzie z niego dzielny człowiek, jeżeli się nie zepsuje i nie rozpieści — odrzekła matka.
— I nie jest zarozumiały? — spytała Amelka.