— Wcale nie. Dlatego taki miły i tak go wszyscy kochamy.

— Rozumiem. To ładnie być wykształconym i eleganckim, a nie popisywać się ani chełpić — dodała Amelka w zamyśleniu.

— Te zalety przebijają się zawsze w rozmowie i w zachowaniu, pomimo skromności, ale nie ma potrzeby się przechwalać — powiedziała pani March.

— Tak samo jak byłoby niewłaściwe, gdybyśmy włożyły wszystkie kapelusze, suknie i wstążki, jakie mamy, żeby pokazać je ludziom — dorzuciła Ludka i nauka moralna zakończyła się śmiechem.

Rozdział VIII. Ludka stacza walki z sobą

— Dokąd idziecie, dziewczęta? — zapytała Amelka, wchodząc do ich pokoju pewnej soboty po południu; zastała je bowiem tajemniczo gotujące się do wyjścia, co obudziło jej ciekawość.

— Mniejsza o to, małe dziewczynki nie powinny zadawać pytań — cierpko odrzekła Ludka.

W młodocianym wieku nic nas tak nie gniewa, jak takie słowa lub jeszcze gorsze polecenie: „Idź stąd, moja droga.” Po tej zniewadze Amelka podniosła głowę i postanowiła zbadać tajemnicę, choćby jej przyszło poświęcić na to godzinę. Zwróciwszy się do Małgosi, która nigdy nie potrafiła długo jej odmawiać, rzekła pieszczotliwie:

— Powiedz mi! Zdaje mi się, że mogłabyś mnie wziąć ze sobą! Eliza bawi się lalkami, a ja nie mam co robić i taka jestem samotna.

— Nie mogę, moja droga, bo nie jesteś zaproszona! — odezwała się Małgosia, a Ludka przerwała jej niecierpliwie: