— Spróbuję — rzekła Amelka, bo podobał się jej ten pomysł, i wybrawszy się śpiesznie, dogoniła przyjaciół, którzy właśnie znikali za wzgórzem.
Do rzeki było niedaleko, ale już byli gotowi, zanim Amelka ich dogoniła. Ludka, zobaczywszy ją nadchodzącą, odwróciła się, Artur zaś nie spostrzegł jej, mocno zajęty ślizganiem się wzdłuż brzegu, by sprawdzić lód, bo niedawno odtajała woda i znowu ją mróz ścisnął.
— Posunę się do pierwszego zakrętu i zobaczę, czy wszystko w porządku, zanim zaczniemy się ścigać. — Usłyszała Amelka, gdy puścił się w bieg, w surducie53 i czapce z futrem, co mu nadawało wygląd młodego Rosjanina.
Ludka słyszała, że siostrzyczka wzdycha, tupie nogami, gryzie palce, podczas gdy ona przyczepia łyżwy, ale nie obróciła się i z wolna posuwała się zygzakiem w dół rzeki, doznając gorzkiego, przykrego zadowolenia, że Amelka cierpi. Napawała się gniewem, aż się wzmógł i ją opanował, bo złe myśli i złe uczucia zawsze nad nami górują, jeżeli ich nie pokonamy od razu. Gdy Artur zawrócił się przy zakręcie rzeki i krzyknął za siebie:
— Trzymaj się blisko brzegu, bo pośrodku jest niebezpiecznie!
Ludwisia usłyszała, lecz do Amelki nie dotarły te słowa, bo właśnie puściła się w bieg. Ludka obejrzała się przez ramię, ale mały demon, którego w sobie żywiła, szepnął jej do ucha: „Mniejsza o to, czy słyszała czy nie, niech sama dba o siebie”.
Artur znikł za zakrętem rzeki, Ludka dotarła do tego miejsca, a Amelka została w tyle, dążąc do gładkiego lodu pośrodku. Przez chwilę Ludka spokojnie stała z dziwnym uczuciem w sercu. Potem postanowiła iść dalej, ale coś ją wstrzymało i obróciła głowę, właśnie gdy Amelka w górę podniosła ręce i padła. Dał się słyszeć trzask słabego lodu, plusk wody i krzyk, wydobywający się z głębi serca Ludki, skamieniałej ze strachu. Próbowała zawołać Artura, ale nie mogła wydobyć głosu, chciała biec, lecz nogi straciły władzę i przez sekundę zdołała tylko stać nieruchoma, patrząc z przerażoną twarzą na błękitny kapturek, wznoszący się nad czarną wodą. Artur żywo przesunął się koło niej i zawołał:
— Przynieś drąg! Prędko, prędko!
Jak tego dokonała, nie wiedziała sama, lecz przez kilka minut pracowała jak szalona, ślepo słuchając Artura, który zachował zimną krew i leżąc na płask, przytrzymywał Amelkę ręką i łyżwą, dopóki Ludka nie wyjęła drąga z płotu, i razem dopiero wydobyli dziecko, bardziej wylękłe niż poszkodowane.
— Teraz musimy ją jak najprędzej dostawić do domu. Włóż na nią nasze rzeczy, a ja zdejmę te nieszczęsne łyżwy — wołał Artur i otulał Amelkę swoim paltem, ciągnąc mocno sznurki, tak poplątane jak nigdy.