W owych ciężkich czasach mało który list nie był czuły, zwłaszcza te przesyłane przez ojców rodziny. Pan March niewiele wspominał o trudach i niebezpieczeństwach, ani nawet o tęsknocie do kraju, z którą musiał walczyć. List był wesoły, ufny, pełen żywych opisów obozowego życia, marszów i wojennych nowin; tylko przy końcu wyrwały się z serca słowa zdradzające miłość ojcowską i tęsknotę do córeczek i do domu:

Obdziel je pozdrowieniem i uściskiem. Powiedz, że o nich myślę co dzień i modlę się za nie co wieczór, a w każdej chwili czerpię największą pociechę z ich przywiązania. Rok czekania na zobaczenie się z nimi wydaje mi się bardzo długim czasem, ale przypomnij im, że możemy wszyscy pracować nad tym, aby te ciężkie dni nie zostały zmarnowane. Wiem, że wszystko, co piszę, utkwi im w pamięci, że będą dla ciebie kochającymi dziećmi, że będą wiernie pełnić obowiązki, mężnie walczyć z wewnętrznym nieprzyjacielem i pokonywać siebie tak pięknie, abym gdy powrócę, mógł jeszcze bardziej kochać moje małe kobietki i bardziej chlubić się nimi.

W tym miejscu wszystkie rozczuliły się; Ludka nie wstydziła się wielkiej łzy, która jej spadła na nos; Amelka zaś, nie zważając, że psuje sobie loki, ukryła twarzyczkę na ramieniu matki i z łkaniem rzekła:

— Jestem samolubną świnką, ale będę się szczerze starała poprawić, żeby się ojciec kiedyś na mnie nie zawiódł.

— Wszystkie się poprawimy! — wykrzyknęła Małgosia. — Ja za wiele myślę o mojej powierzchowności i nie cierpię pracy, ale już tak nie będzie, jeżeli mi się powiodą usiłowania.

— Ja będę się starała być „małą kobietką”, jak mnie ojciec lubi nazywać, i przestanę być szorstka i dzika; będę pełnić tutaj obowiązki, zamiast ich szukać gdzie indziej — rzekła Ludka, dodając w duchu, że pokonywanie swego temperamentu jest daleko cięższym zadaniem niż wzięcie do niewoli paru buntowników.

Eliza, nic nie mówiąc, obtarła oczy niebieską skarpetką i zaczęła czym prędzej obracać drutami, aby bez straty czasu pełnić obowiązek znajdujący się najbliżej. W głębi cichej duszy postanowiła przy tym, że będzie taka, jakiej ojciec spodziewa się zastać, gdy za rok wróci szczęśliwie do domu.

Pani March przerwała milczenie, panujące po słowach Ludwisi, mówiąc swym wesołym głosem:

— Czy pamiętacie, jak się bawiłyście w pielgrzymki, będąc małymi dziewczynkami? Nic was tak nie cieszyło, jak kiedy każdej uwiązałam na szyi worek na brzemiona5, dałam kapelusz, kij i zwitek papieru i pozwoliłam wędrować po całym domu — od piwnicy, która była „Grodem zniszczenia” aż do dachu, gdzie składałyście wszystkie swe ładne rzeczy, aby stworzyć „Gród niebiański”.

— Jakież to było zabawne, zwłaszcza kiedyśmy się wybierały na lwy, na walkę z Apollionem i z wilkołakami, które znajdowały się w dolinie — rzekła Ludka.