— Nie mam ci czego przebaczać. Były czasy, gdy myślałem, że zależy ci na mnie. Sam się oszukałem, to wszystko. Do widzenia, Aniu.

Ania udała się do swego pokoju, usiadła na fotelu przy oknie i zapłakała gorzko. Czuła się tak, jakby coś nieobliczalnie drogiego znikło z jej życia. Była to oczywiście przyjaźń Gilberta. O, dlaczego musiała ją stracić w ten sposób?

— Co się stało, kochanie? — zapytała Fila, wchodząc w mroku do pokoju.

Ania nie odpowiedziała. W tej chwili pragnęła, aby Fila była o tysiące mil od niej.

— Zdaje mi się, że posunęłaś się tak daleko, iż dałaś kosza Gilbertowi Blythe’owi. Jesteś głupia, Anno Shirley!

— Czy nazywasz głupim odmówić ręki człowiekowi, którego się nie kocha? — zapytała Ania chłodno.

— Nie znasz miłości. Wymyśliłaś sobie coś, co tak nazwałaś, i myślisz, że w rzeczywistości miłość jest właśnie tym. Jest to pierwsze rozumne zdanie, jakie wypowiedziałam w swoim życiu. Dziwię się, że się na to zdobyłam.

— Filo — błagała Ania — proszę cię, odejdź i zostaw mnie na chwilę samą. Cały mój świat rozpadł się w gruzy. Muszę go odbudować na nowo.

— Bez Gilberta? — zapytała Fila, odchodząc.

„Świat bez Gilberta!” — powtórzyła Ania smutno w myśli. Czy nie byłby to świat ponury i samotny? Ale to wszystko było winą Gilberta. To on zniszczył ich piękne koleżeństwo. Teraz musiała się nauczyć żyć bez niego.