— Filo, właściwie nie jesteś lekkomyślna — rzekła Ania poważnie. — Pod twoją lekkomyślną powierzchnią kryje się poczciwa, wierna dusza kobieca. Dlaczego ją ukrywasz?

— Nie umiem inaczej, Królowo Anno. Masz rację, w głębi serca nie jestem lekkoduchem. Ale dusza moja pokryta jest pewnego rodzaju frywolną skórą, której nie potrafię ściągnąć. Panna Poyser powiada, że trzeba by mnie na nowo posiekać i stworzyć inaczej. Ale Janusz zna mnie, jaką jestem w istocie, i kocha mnie, razem z moją lekkomyślnością. I ja jego kocham. Nigdy w życiu nie byłam tak zaskoczona, jak w chwili, gdy się przekonałam, że go kocham. Nigdy mi się nie wydawało możliwe, abym się zakochała w brzydkim mężczyźnie. I pomyśleć, że mogłam się ograniczyć do jednego adoratora! I jeszcze imieniem Janusz. Ale będę go nazywała Jasiem. To takie miłe, krótkie imię. „Alfonsa” trudniej by mi było zdrobnić.

— A cóż na to Oleś i Alfons?

— O, powiedziałam im podczas Bożego Narodzenia, że nigdy nie wyjdę za żadnego z nich. Zabawne wydaje mi się teraz, że kiedykolwiek wierzyłam w tę możliwość. Byli tym obaj tak przejęci, że po prostu płakałam nad nimi, ryczałam. Ale wiedziałam, że na całym świecie istnieje tylko jeden mężczyzna, za którego mogłabym wyjść. Raz przynajmniej potrafiłam się zdobyć na decyzję, a przyszło mi to rzeczywiście łatwo.

— Czy sądzisz, że potrafisz też wytrwać w tym nadal?

— W decydowaniu się? Nie wiem, ale Jaś dał mi wspaniałą receptę. Powiada, że gdy znowu będę niezdecydowana, mam zrobić to, chciałabym, gdy będę miała osiemdziesiąt lat, aby było zrobione. W każdym razie Jaś sam umie się bardzo szybko decydować, byłoby więc źle, gdyby w jednym domu było pod tym względem za wiele zdolności.

— Co powiedzą twoi rodzice?

— Ojciec niewiele powie. Uważa on wszystko, co czynię, za słuszne. Ale matka będzie mówiła. O, język jej będzie tak samo byrnowski, jak jej nos. Ale ostatecznie wszystko się jednak ułoży.

— Będziesz musiała po ślubie z panem Blakiem zrezygnować z wielu drobnostek, które dotychczas miałaś, Filo.

— Ale będę miała jego. Nie będę żałowała innych rzeczy. Od czerwca za rok weźmiemy ślub. Jaś kończy studia tej wiosny w St. Columba. Potem weźmie mały kościół misyjny na ulicy Petersona w ubogiej dzielnicy. Wyobraź sobie mnie w ubogiej dzielnicy miasta! Ale poszłabym z nim nawet na lodowe góry Grenlandii.