— I to mówi dziewczyna, która powiadała zawsze, że nie poślubi mężczyzny, który by nie był bogaty! — rzekła Ania do młodej sosny.

— O, nie wyrzucaj mi błędów młodości! W ubóstwie będę tak samo wesoła, jak byłam za czasów bogactwa. Przekonasz się. Nauczę się gotować i przerabiać suknie. Zakupów nauczyłam się już, odkąd zamieszkałam w „Ustroniu Patty”, a kiedyś przez całe lato uczyłam w szkółce niedzielnej. Ciotka Jakubina powiada, że jeżeli wyjdę za Jasia, złamię mu karierę. Ale tak nie będzie. Wiem, że nie mam wiele rozumu, ale mam to, co jest ważniejsze: zdolność czynienia ludzi takimi, jaka ja jestem.

— Filo, jesteś niepoprawna. Ale kocham cię tak bardzo, że nie mogę wygłaszać teraz zdawkowych powinszowań, lecz szczęście twoje serdecznie mnie cieszy.

— Wiem o tym. W twoich wielkich szarych oczach widnieje szczera przyjaźń, Aniu. Przyjdzie dzień, gdy ja spojrzę w ten sposób na ciebie. Poślubisz Roya, prawda, Aniu?

— Moja droga Filipo, czy słyszałaś kiedyś o owej słynnej dziewczynie, która odpaliła mężczyznę, zanim się jej oświadczył? Nie chcę jej robić konkurencji, nie mogę więc powiedzieć mężczyźnie „tak” ani „nie”, zanim mi się oświadczy.

— Cały Redmond wie, że Roy stracił dla ciebie głowę — rzekła Fila szczerze. — A ty kochasz go także, prawda, Aniu?

— Sądzę... sądzę, że tak — odpowiedziała Ania, ociągając się.

Czuła, że wyznając to powinna się zarumienić, ale nie zarumieniła się. Rumieniła się natomiast zawsze, gdy w jej obecności wspominał ktoś o Gilbercie i Krystynie. Gilbert Blythe i Krystyna Stuart zupełnie jej nie obchodzili, zupełnie. Ale Ania zrezygnowała z zastanawiania się nad powodem swoich rumieńców. Co do Royala, to oczywiście była w nim zakochana... zadurzona. Jakże mogło być inaczej? Czyż nie był jej ideałem? Kto mógł się oprzeć tym wspaniałym oczom i temu przekonującemu głosowi? Czyż połowa dziewcząt redmondzkich nie płonęła z zazdrości? I jaki czarowny sonet przysłał jej w dzień urodzin z pudełkiem fiołków! Ania umiała każde słowo tego wiersza na pamięć. Gilbert nigdy by się nie zdobył na to, aby napisać sonet o jej brwiach. Ale za to Gilbert znał się na dowcipach. Kiedyś opowiedziała Royowi wesołą anegdotę, a on nie zrozumiał pointy. Przypominała sobie koleżeński śmiech, jakim wraz z Gilbertem zanosili się przy tym dowcipie. Toteż Ania zastanawiała się, czy życie z człowiekiem, który nie posiadał zmysłu humoru, nie będzie na dłuższą metę nieco niezajmujące. Ale któż mógł wymagać od melancholijnego bohatera, by dostrzegał humorystyczną stronę życia? Byłoby to wręcz niezrozumiałe.

Rozdział XXVIII. Wieczór czerwcowy

— Ciekawam43, jakie byłoby życie w świecie, gdzie panowałby stale czerwiec — rzekła Ania, zbliżając się do Maryli i pani Linde, które siedziały na schodkach przed domem, rozmawiając o pogrzebie ciotki Atosy, której oddano dzisiaj ostatnią posługę.