Tola siedziała między nimi, pilnie odrabiając lekcje. Tadzio rozsiadł się na trawie, posępny i zadumany.
— Pewnie ci się już czerwiec znudził albo jesteś zmęczona? — odpowiedziała Maryla z westchnieniem.
— To może prawda, ale czuję, że niełatwo znudzić się może czerwiec, gdy jest tak piękny, jak dzisiaj. Wszyscy lubią czerwiec. Tadziu, skąd ta melancholijna listopadowa mina w okresie rozkwitu wiosny?
— Jestem chory i zniechęcony do życia — odparł młody pesymista.
— W dziesiątym roku życia? Boże wielki, jakie to smutne!
— To nie żarty — rzekł Tadzio z powagą. — Jestem zniechęcony — powtórzył z odważnym wysiłkiem.
— Dlaczego i przez co? — zapytała Ania, siadając obok niego.
— Ponieważ nowa nauczycielka, która przybyła do nas, gdy pan Holmes zachorował, zadała mi na poniedziałek dziesięć ćwiczeń rachunkowych. Zajmie mi to jutro cały dzień. To nieładnie pracować w niedzielę. Emilek Boulter powiada, że on by tego nie zrobił, ale Maryla mówi, że muszę. Ani trochę nie lubię panny Carson.
— Nie mów w ten sposób o swojej nauczycielce, Tadziu — rzekła pani Linde surowo. — Panna Carson jest bardzo miłą osobą.
— No, Tadziu, opanuj się — rzekła Ania. — Jutro jest znowu dzień. Pomogę ci w miarę możności. Nie psuj sobie tej czarownej godziny między jasnością a mrokiem i nie trap się teraz matematyką.