— Dobrze, usłucham cię — rzekł Tadzio, rozjaśniając twarz. — Jeżeli mi pomożesz w lekcjach, skończę je dość jeszcze wcześnie, żeby jeszcze zdążyć z Emilkiem na ryby. Szkoda, że pogrzeb starej ciotki Atosy nie przypadł na jutro zamiast na dzisiaj. Chciałem koniecznie pójść, bo Emilek powiada, że jego mama mówiła, że ciotka Atosa wstanie z trumny, aby zadrwić z ludzi, którzy przyszli na jej pogrzeb. Ale Maryla mówi, że nie zrobiła tego.

— Biedna Atosa leżała spokojnie w swojej trumnie — rzekła pani Linde uroczyście. — Nigdy jeszcze nie widziałam jej tak łagodnej. Ano, niewiele łez przelano nad jej biedną duszą. Elizjuszowie Wrightowie radzi są, że się jej pozbyli, a ja nie mogę powiedzieć, żebym im to brała za złe.

— Straszne to musi być zejść ze świata i nie pozostawić ani jednej istoty, która by nad tym bolała — rzekła Ania z dreszczem zgrozy.

— Biednej Atosy nie kochał nikt prócz rodziców, to pewne, nawet mąż — oświadczyła pani Linde. — Była jego czwartą żoną. Był więc przyzwyczajony do małżeństwa. Po ślubie z nią żył jeszcze tylko kilka lat. Lekarz powiedział, że umarł na chorobę trawienia. Ale ja będę zawsze twierdziła, że umarł od języka Atosy. Biedaczka, wiedziała zawsze wszystko o sąsiadach, ale nigdy o sobie. Ale umarła już. A zdaje mi się, że następnym wielkim wydarzeniem będzie wesele Diany.

— Trudno wprost uwierzyć, że Diana wychodzi za mąż — westchnęła Ania, spoglądając poprzez drzewa Lasu Duchów w kierunku oświetlonego okna pokoju Diany.

— Nie widzę w tym nic dziwnego, jeżeli robi tak dobrą partię44 — rzekła pani Linde z naciskiem. — Alfred Wright posiada piękną farmę i jest wzorem młodzieńca.

— W istocie nie jest on owym dzikim, złym zabijaką, za jakiego Diana chciała niegdyś wyjść — uśmiechnęła się Ania. — Alfred jest niezwykle dobry.

— Taki właśnie być powinien. Czy chciałabyś, żeby Diana dostała złego męża? Albo czy sama chciałabyś takiego?

— O nie! Nigdy bym nie chciała wyjść za człowieka złego, ale pragnęłabym, aby potrafił być złym, lecz nie chciał. Ale Alfred jest beznadziejnie dobry.

— Przyjdzie jeszcze dzień, gdy będziesz miała więcej rozumu — rzekła Maryla.