— W takim razie... bywaj zdrowa... — rzekł Roy. — Nie rozumiem tego... nie mogę uwierzyć, że nie jesteś kobietą, za jaką cię uważałem. Ale wyrzuty byłyby między nami daremne. Jesteś jedyną kobietą, którą potrafię kochać. Dziękuję ci za twą przyjaźń przynajmniej... Bywaj zdrowa, Aniu!
— Bywaj zdrów — wyjąkała Ania.
Gdy Roy odszedł, siedziała jeszcze długo w pawilonie, przyglądając się białej mgle, wznoszącej się z przystani i sunącej łagodnie ku lądowi. Była to w jej życiu chwila poniżenia, pogardy dla siebie i wstydu. Fale życia zalały ją. A jednak przez wszystko to przebijało radosne wrażenie, że odzyskała wolność.
O zmroku wróciła cicho do „Ustronia Patty” i udała się do swego pokoju. Ale Fila znajdowała się tam i siedziała na parapecie okna.
— Zaczekaj — chcąc uprzedzić scenę, rzekła Ania z rumieńcem na twarzy. — Zaczekaj, aż usłyszysz, co ci mam do powiedzenia. Filo, Roy oświadczył mi się, a ja... ja mu odmówiłam.
— Odmówiłaś... odmówiłaś mu...? — zawołała Fila bez tchu.
— Tak.
— Aniu Shirley! Czy jesteś przy zdrowych zmysłach?
— Tak mi się zdaje — rzekła Ania z udręką. — O, Filo, nie łaj mnie! Nie rozumiesz nic.
— Rzeczywiście nic nie rozumiem. W każdym razie zachęcałaś bardzo Roya Gardnera podczas tych dwóch lat, a teraz powiadasz mi, że mu odmówiłaś. W takim razie flirtowałaś z nim tylko skandalicznie! Aniu, po tobie nigdy bym się tego nie spodziewała!