Rozdział XIII. Na złej drodze
Tadzio i Tola byli ubrani do kościoła. Szli sami, co się nieczęsto działo, gdyż pani Linde chodziła z nimi stale na nabożeństwo. Ale pani Linde zwichnęła nogę w kostce i musiała tego dnia pozostać w domu. Bliźnięta musiały więc tym razem reprezentować rodzinę w kościele, gdyż Ania wyjechała poprzedniego wieczora do Carmody, gdzie miała spędzić niedzielę z przyjaciółmi, a Maryla miała znowu ból głowy.
Tadzio wolno zszedł po schodach. Tola czekała na niego na dole, ubrana już do wyjścia przez panią Linde. Tadzio przygotował się do swego specjalnego planu. W kieszeni miał centa na kwestę dziecięcą i pięć centów na zbiórkę ogólną w kościele. Biblię miał w jednej ręce, a kwartalnik kościelny dla dzieci w drugiej.
Pani Linde wyszła z kuchni, gdy przyłączył się do Toli.
— Czy jesteś czysty? — zapytała surowo.
— Tak, cały mój wygląd dowodzi tego — odpowiedział Tadzio krnąbrnie.
Pani Małgorzata westchnęła. Miała pewne podejrzenia co do szyi i uszu Tadzia. Ale wiedziała, że gdyby chciała dokonać przeglądu osobistego, chłopiec najpewniej uciekłby, a ona nie mogła go dzisiaj gonić.
— Sprawujcie się dobrze — ostrzegła dzieci. — Nie brudźcie się. Nie zatrzymujcie się po drodze, żeby rozmawiać z innymi dziećmi, nie kręćcie się na miejscach. Odpowiadajcie uważnie przy nauce katechizmu. Nie zgubcie pieniędzy na ofiary i nie zapomnijcie ich wrzucić do puszki. Nie rozmawiajcie w czasie nabożeństwa i słuchajcie uważnie kazania.
Tadzio nie odpowiedział. Ruszył ulicą, a słaba Tola nadążała za nim. Ale w duszy jego wrzało. Tadzio cierpiał, a przynajmniej sądził, że cierpiał, a przyczyną tych cierpień były ręce i język pani Linde, odkąd przybyła na Zielone Wzgórze, gdyż pani Linde nie potrafiła mieszkać z nikim — czy miał dziewięć lat, czy dziewięćdziesiąt — nie próbując go na swój sposób wychowywać. I właśnie wczorajszego popołudnia postarała się wpłynąć na Marylę, aby nie pozwoliła Tadziowi pójść na ryby z dziećmi Tymoteusza Cottona. Tadzio wrzał jeszcze z oburzenia.
Gdy tylko wyszedł z uliczki, zatrzymał się i skrzywił twarz takim nieziemsko przeraźliwym grymasem, że Tola, chociaż znała jego talent w tym kierunku, zdrętwiała rzeczywiście ze zgrozy.