— Bo byłem dzisiaj tak zły, Aniu, o, byłem strasznie zły, gorszy niż kiedykolwiek!
— Co zrobiłeś?
— O, boję się powiedzieć ci tego! Nigdy mnie już nie będziesz kochała, Aniu... Nie mogłem się dzisiaj modlić. Nie mogłem powiedzieć Panu Bogu, co uczyniłem. Wstydziłem się, że On będzie to wiedział.
— A On o tym i tak wie, Tadziu.
— Tola też tak powiedziała. Ale pomyślałem sobie, że może tego akurat nie zauważył. Chciałbym jednak tobie to najpierw powiedzieć.
— A cóż takiego zrobiłeś?
Jednym potokiem wypłynęło z Tadzia wszystko.
— Nie poszedłem do kościoła i łowiłem ryby z Cottonami, i powiedziałem pani Linde tak wiele kłamstw, o, więcej niż pół tuzina32, i... i... kląłem, Aniu... prawie pięknym przekleństwem... i bluźniłem imieniu bożemu...
Nastąpiła cisza. Tadzio nie wiedział, co ze sobą począć. Czyżby Ania była tak oburzona, że nigdy już nie będzie z nim rozmawiała?
— Aniu, co ty ze mną zrobisz? — szepnął.