— Nic, kochanie, sądzę, że jesteś już ukarany.

— Nie, nie ukarano mnie jeszcze. Nic mi nie zrobiono.

— Czułeś się bardzo nieszczęśliwy, gdy popełniłeś te złe czyny, prawda?

— O, tak! — zawołał Tadzio z naciskiem.

— I właśnie sumienie się ukarało!

— Co to jest sumienie? Muszę to wiedzieć.

— Jest to coś w tobie, Tadziu, co ci zawsze mówi, czy postępujesz słusznie, i co cię czyni nieszczęśliwym, gdy trwasz w złym postępowaniu. Czy tego nie zauważyłeś?

— Tak, ale nie wiedziałem, co to jest. Wolałbym nie mieć sumienia. Byłoby mi o wiele lepiej. Gdzie jest moje sumienie, Aniu? Muszę to wiedzieć. Czy w brzuchu?

— Nie, w duszy — odpowiedziała Ania, rada, że było ciemno, gdyż w poważnych sprawach trzeba zachować powagę.

— Zdaje mi się, że nie zdołam się go pozbyć — rzekł Tadzio z westchnieniem. — Czy powiesz to Maryli i pani Linde, Aniu?