Tak pospolicie kamień, z wysoka spuszczony

Z mocnej ręki, tłucze łby, boki i ogony

Wężom, na gołej skale w gromadzie leżącem,

Po zimie nowe skóry na słońcu grzejącem;

39

Nie jeden się przypadek, a każdy przydawa

Różny: ten zdycha, ten bez ogona zostawa;

Ten przodkiem tylko władnie i na kamień gładki

Ledwie wciąga za sobą spłaszczone ostatki;

Ten, co miał lepsze szczęście, po ziemi się wije