Mocnem długiem powrozem, we troje skręconem,
Z trafunku w onej ciemnej jamie nalezionem.
41
Potem je na dwór wywlókł, gdzie beł dąb niemały,
Tuż przed samą jaskinią, stary, wypróchniały;
Orland suche gałęzie mieczem okrzosuje
I na nich je na pokarm krukom zostawuje.
Nie beło po łańcuchu do onej potrzeby
I na szyje po inszych powrozach; bo żeby
Mógł świat z siebie wyrzucić one brzydkie wrzody,