Którzy ledwie zdrowo rąk uszli Orlandowych:

Ci synów, ci przyjaciół, znajomych płakali,

Ci od niego zabitej braciej żałowali.

Jeszcze myśli lękliwe i serca strwożone

Na twarzach jem wybladłych beły wydrożone824;

Jeszcze po wielkiem strachu, który na się mieli,

K sobie byli nie przyszli i nie otrzeźwieli.

36

Potem pobojowisko nadjachał straszliwe

I w niem Orlandowego świadectwo prawdziwe