Jako licha sarneczka w ojczystej dąbrowie,

Kiedy ujźrzy, że cicho skradłszy się, w parowie

Głodny lampart ostrem kłem ubogiej macierzy

Lubo lwie szczenię w piersi albo w bok uderzy,

Z jednego chróstu bieży do drugiego z strachu

I drży nędzna i mniema nieboga z przestrachu,

Gdy się jej lada ziółko dotknie, że już w zębie

I że już jest u zwierza okrutnego w gębie:

35

Tak właśnie Angelika na on czas bieżała,