Jakoż słusznie z nią tęsknił i nie dziwna była,
Że mu się tak na on czas barzo uprzykrzyła,
Bo w niej bez odpoczynku ubiegł w lot źwierzęcy,
Jeśli nie więcej, wielkich mil pod pięć tysięcy.
26
Tam między gałęziami ustrojone w pierze
Stojąc w cieniu i chłodzie ono dziwne źwierzę,
Porwie się, chcąc uciekać, bo mu się tak zdało,
Że nań coś straszliwego z gęstwy wypadało,
I mirtem, u którego było uwiązane,