Tak trząsł, że opadały rózgi przyłamane,

I porusza go prawie z samego korzenia,

Ale mocnego urwać nie może rzemienia.

27

Jako pień, który ma drzeń362 próżny i nadgniły,

Kiedy się podeń ognie mocne podłożyły,

Skoro w niem płomień strawi mokre wilgotności

I wiatr wielki, który miał w śrzodku swych wnętrzności,

Ożywa się i sapi i dźwięk czyni na dnie,

Aż drogę najdzie, którą do wierzchu wypadnie: