Chce nazad, ale im go barziej wodzą wściąga,
Uporniej w głębią idzie i szyję wyciąga.
Szatę swoję, żeby jej nie zmaczać, zebrała
I nóg, strzegąc się wody, wzgórę umykała.
Wiatrek wolny bił złote włosy rozplecione
I tam i sam po obu ramionach puszczone;
Więtsze wiatry ucichły i cicho milczały
I z morzem się tak pięknej twarzy dziwowały.
37
Ona na zad do ziemie mdłe obraca oczy,