A gęstemi łzami twarz i zanadrze moczy.

Patrzy na brzegi, ale brzegi uciekają

I coraz mniejsze wszytkie, nakoniec znikają.

Koń, który z nią tam i sam pływał między wały,

Na ostatek ją wyniósł na wyspę, gdzie skały

I ciemne jamy beły i straszne jaskinie,

O tej, kiedy się zmierzkać462 poczyna, godzinie.

38

Skoro się w tej pustelniej sama obaczyła,

Co z samego wejźrzenia strach wielki czyniła,