O wyjeździe synowca swego ladajakiem,

I że, kiedy go było najpilniej, pojechał

I przed swoją się radą skarżyć nie zaniechał,

Na niego o ten odjazd srodze rozgniewany,

Najdując nań przymówki i różne przygany

I grożąc mu, jeśli się nie wróci, że wszędzie

Będą wiedzieć, że prętko żal mu tego będzie.

88

Brandymart też, którego Orland tak miłował,

Jako siebie samego, za niem się gotował,