Albo ptaków nałowi lgniącemi lepami,

Potem na drewnie z pierza oskubione długiem

Po jednemu powdziewa, jednego po drugiem,

I tak długo ich wtykać na nie nie przestawa,

Aż je wszytko wypełni i szpilki nie stawa,

Potem drzewo od siebie grabia precz zacisnął,

A dobytą od boku Duryndaną błysnął.

70

Złamał drzewo, jakom rzekł, i szable dobywał,

Szable, której raz nigdy daremny nie bywał: