To, co mogła, łzami ią gęstemi skropiła
I z oczami do ziemie nizko ją schyliła
I trzęsąc się od płaczu, mdłe słowa poczęła,
Słowa mdłe, słabe; ale ledwie je rozczęła,
Jako się w nię wróciły, od strachu przerwane
I od szumu, co z morza szedł, nazad wegnane.
100
W tem straszliwy, niezmierny dziw, mało widziany,
W pół pod wodą, a w poły z wody ukazany,
Jako okręt od wiatrów pogodnych popchniony,