Bo kwoli tej ani chciał mężnem być potrzebie,

I tak uskromił baczny sierdzistości558 swoje,

Iż beł, jak głuchy, krwawe chocia lubił boje.

93

Pierwszy to i ostatni beł ten dzień, którego

Nie wszedł, wyzwany, w szranki Marsa ogromnego.

Tak go uczciwa żądza piecze i zdejmuje,

Tak zapomnieć wspaniałych gniewów rozkazuje,

Że choćby miał po wolej Rugiera mężnego,

Jako lampart w pazurach zająca lichego,