Na ziemi Balizardę ostrą zostawuje.
Marfiza, co tego dnia swe serce do niego
Skłoniła, pała gniewem, boju chce krwawego.
Żal jej, iż sama jedna w pokoju została,
Drugich, nie dobywając broni, rozwadzała.
Do Mandrykarda rączo na swem koniu skoczy
I dużo569 w łeb trafi go, właśnie między oczy.
119
Rodomont za Rugierem bieży zapalczywy
I już, już go dopadał Frontyn, co biegł chciwy.