Namniejszą ognia, nie chcąc, iskierką dotknione,
Grzmot czynią, żartki płomień tak rączo wychodzi,
Iż go śmiertelny dojrzeć wzrok ledwie ugodzi;
Wali się mur potężny sztukami wielkiemi,
Kruszy, psuje, cokolwiek namaca przy ziemi:
Tak Rugier i Marfiza razem przypadają,
Razem śmierci i rany śmiertelne zadają.
25
Wzdłuż, poprzek, jak się trafi, bohatyr surowy
Piersi szerokie począł rozwalać i głowy: