Wierzchy gór, wyganiając niewesołe cienie,

Kiedy Martan bojąc się, aby od Gryfona

Na ostatek nie była ta rzecz objawiona

I nań się jego na zad nie wróciła wina,

Jachał precz, pożegnawszy króla Norandyna,

130

Wynalazszy wymówki pewne w onej chwili,

Że przy naznaczonej być nie mógł krotofili.

Tak wziął dar, nie od siebie w gonitwie wygrany,

I wielą upominków inszych darowany,