Twarz mu gore, z czerwonych źrzenic ogień ciska;
Wstyd go, padła nań zmaza despektu jawnego
Między kupą rycerstwa najwyborniejszego.
Pragnie pomsty, w zad jednem krokiem ustępuje,
A dużą ręką szablę swą ostrą wymuje.
Mandrykard tak jest śmiały, tak serca wielkiego:
Wyzywa i Rugiera z niem oraz mężnego.
65
»Pódźcie — woła — chcecieli, obadwa zarazem,
»I Rodomont niech wam da pomoc jednem razem