Broda brzydka, poplwana, policzki kosmate.

Ledwie go Angelika nadobna zoczyła,

W zad prętko, przeląkszy się, koniem obróciła.

Wrzeszcząc ucieka, a jej głosy żałośliwe

Powtarza i śle Echo w przepaści straszliwe.

61

Na głos krzyku podniesie głupi Orland głowy

I rączo skoczy za nią, dopaść jej gotowy.

Najwdzięczniejsza twarz mu się prędko spodobała,

Ochoty do gonienia żądza przydawała.