Poznawa je zarazem Medor pomieniony

Z szachownicy na tarczy białej i czerwonej

I bladą polewa mu twarz gęstemi łzami,

Które mu z obu oczu ciekły strumieniami,

Z tak ciężkiem narzekaniem, że wiatry stawały,

Aby jego żałosnych lamentów słuchały.

187

Narzeka cichem głosem i ledwie słyszanem,

Nie, żeby co korzystał w żywocie stroskanem,

Który już dawno zmierził i oprzykrzył sobie