Który, skoro swych zagrzał słowy przystojnemi,

Ruszył się od pałacu cicho ze wszytkiemi

I na plac, gdzie niewiasty stały w onej dobie,

Wjachał śmiele, mając ich coś nad sto przy sobie.

85

Zbyt spiesznie towarzysze swe Gwidon prowadził,

Aby ich beł co pręcej z bramy wyprowadził;

Ale wielki tłum niewiast, które stały wkoło,

Wszytek zbrojny, począł mu zachodzić na czoło.

Mniemały, widząc, kiedy inszych wiódł za sobą,