By była, pewnieby ich beła na swem chlebie

Potrzymała czas jaki w gościnie u siebie.

W tę prawie, kiedy z morza wysiedli, godzinę

Marfiza cnych rycerzów czterech i drużynę

I Gwidonową przytem żonę pożegnała

I na szczęście się w drogę osobną udała,

103

Mówiąc, że nie przystało ani się godziło,

Aby w kupie tak wiele rycerzów jeździło,

A że źwierze i ptastwa bojaźliwe rady,