Pinabel, który się bał hańby i sromoty,

Kiedyby się beł z onej wymówił roboty,

Tarcz bierze, koń obraca i z złożonem drzewem

Naprzeciwko Marfizie bieży z wielkiem gniewem.

115

Marfiza także mężna drzewo swe złożyła

I Pinabella prawie w czoło uderzyła

Tak, że spadł ogłuszony i ledwie do siebie

W dobrą godzinę przyszedł po onej potrzebie.

Cna Marfiza zarazem onej młodej paniej