»Na swe przypadki, żeśmy cudzych nie patrzyli.
»Jam się przecię obejźrzał na jej wrzask do dziury
»I ujźrzałem, że ją już zewlókł Cyklop z skóry
»I wtrącił ją w jaskinią. A myśmy skórami
»Nakryci, po staremu szli między owcami,
»Gdzie nas pasterz wprowadził w łąki niesieczone,
»Między piękne pagórki i chrósty zielone.
58
»Gdzieśmy potem czekali, ażby usnął w cieniu,
»Podle lasu, przy pewnem wesołem strumieniu.