Puszczali ani dokąd jachała, pytali.
33
Dopiero po południu, gdy zjeżdżała z góry
Na równiny, potkała Rodomonta, który
Sam jeden szedł piechotą, a wszytek beł zbrojny,
A przed nim śpiesznie bieżał karlik mały, strojny.
Skoro jej wejźrząt w oczy, brzydkie rozpoczynał
Bluźnierstwa i swe bogi łajał i przeklinał,
Że na on czas onego konia tak pięknego
Nie nalazł raczej w ręku rycerza jakiego.