Na marach z wielką liczbą świec przyprowadzone

Tam, gdzie beł wrzask okrutny i ręku łamanie

I żałosne po wszytkich stronach narzekanie.

Wszyscy z oczu obfite dżdże na twarz spuszczali

I wołaniem i płaczem nieba przebijali;

Ale najupłakańsza twarz ojca nędznego

Była między wszytkiemi, Andzelma starego.

47

Kiedy się tak na pogrzeb wielki gotowano

I wielu nań z dalekich krajów zapraszano