Onego domu, aby obrok dał koniowi;
Ten mu zbroję zewłóczy, ten bót ciągnie z nogi,
Ten szyszak, ten mu złote chędoży ostrogi.
Prawie do domu trafił, kędy leżał ranny
Medor i taką łaskę miał potem u panny.
Łóżka chce, nie wieczerzy Orland utrapiony,
Żałością, nie potrawą inszą nakarmiony.
117
Im więcej odpoczynku szuka i pokoju,
Tem więtszy ma niepokój: widzi na podwoju,