I kiedy słońce świeci i kiedy się kryje

W oceanie, ustawnie woła, krzyczy, wyje;

Strzeże się i miast i wsi i na miejsca bieży

Nieludne i na ziemi i pod niebem leży

I sam się sobie często niezmiernie dziwuje,

Jako mu się tak wiele łez w oczu najduje,

Jako tak często wzdychać może i tak w onem

Z sobą samem rozmawia płaczu niewściągnionem:

126

»Nie są to już więcej łzy, które z podziwieniem