Powiedając jej słuszne. Ale nic nie może

Sprawić, bo częściej, niż śpi, łzami zlewa łoże.

13

I po niem się tam i sam ustawnie przewraca,

Wytrzeszczone do okien źrzenice obraca,

Przez które, gdy różaną twarz urumieniła,

W jasny świt Tytonowa małżonka wchodziła,

Najśliczniejsze po plecach rozpuściwszy włosy,

Z których siała lilie na zaranne rosy.

Pragnie w nocy, aby dzień co prędzej widziała,