Tak z konia nie zsiadając, nie schylając głowy,

Zdał się wszytkiemi gardzić, hardy i surowy;

Nic go obecność wielkich ludzi nie ruszyła,

Nic pań pięknych, Karłowa fraszką zacność była.

Co żywo się zdumiewa, co żywo dziwuje,

Wstali wszyscy, szmer ucichł, każdy swe gotuje

Uszy na nowe wieści; już ich nadkładają,

Już w niem utkwiwszy oczy, co powie, czekają.

98

Ten zaś, jak ruszył koniem przed samego Karła,