Kilkakroć przez godzinę z Montalbu swojego

W pole szerokie bieży, chcąc potkać samego

W pół drogi; ale gdy nic upatrzyć nie może,

Pewne śle w różne strony, którym ufa, stróże.

Sama wzdychając ciężko, do zamku się wraca,

Krok ku łożnicy, nie chcąc, leniwy obraca;

Miłość z gniewem zrzą serce, nikt jej nie dogodzi,

A termin dni dwudziestu powoli wychodzi.

17

Mija powoli po dniu dzień i blizko tego,