Kruków, kawek i ptastwa inszego niemało,

A różne ich wołania, wrzaski, krzyki, głosy

Aż pod samemi słyszeć snadno mógł niebiosy.

Potem do łupu biegli żartko bogatego,

Który starzec wyrzucał z łona przestronego,

To w pyski porywając, to w paznokcie krzywe,

Choć tem nie nasyca się łakomstwo ich chciwe.

13

Bo gdy już skrzydła podnieść na powietrze mają,

Moc ich ginie: ciężary liter przeszkadzają,